Na cmentarz w Otłoczynie łatwo trafić. Jedna prosta droga wzdłuż Wisły. Na cmentarz wchodzimy przez furtkę z ciekawą klamką.
Cmentarz jak to cmentarz... Na końcu płot i koniec. Noo... nie do końca. Za płotem krzaki. W grudniu trochę mniejsze. Bardziej przejrzyste. Coś widać pomiędzy nimi. Jakieś podmurowania. Tak, tutaj zaczyna się coś co skończyło się wiele lat temu. Historia ludzi, którzy tu kiedyś żyli, umierali a potem spoczęli na cmentarzu, którego już nie ma. Ostały się tylko krzaki, pozostałości po nagrobkach. Według posiadanych przeze mnie informacji to kolejny z wielu okolicznych cmentarzy ewangelickich. Podobno z XIXw. Czyli, że to pewnie cmentarz od tego kościółka, który znajdował się przy Młynie Kuta.
Cmentarz jak to cmentarz... Na końcu płot i koniec. Noo... nie do końca. Za płotem krzaki. W grudniu trochę mniejsze. Bardziej przejrzyste. Coś widać pomiędzy nimi. Jakieś podmurowania. Tak, tutaj zaczyna się coś co skończyło się wiele lat temu. Historia ludzi, którzy tu kiedyś żyli, umierali a potem spoczęli na cmentarzu, którego już nie ma. Ostały się tylko krzaki, pozostałości po nagrobkach. Według posiadanych przeze mnie informacji to kolejny z wielu okolicznych cmentarzy ewangelickich. Podobno z XIXw. Czyli, że to pewnie cmentarz od tego kościółka, który znajdował się przy Młynie Kuta.
| Trudno wyróżnić tu z tła cokolwiek interesującego wizualnie. Plątanina gałęzi, łodyg. Wszystko to zdaje się wrastać zewsząd. |
No comments:
Post a Comment